Co się robi na Floripie ?

wpis w: Ameryka Południowa, Brazylia 2018 | 0

Na skróty czyli linki do fotek – Floripa czyli Florianapolis

Miejscówka

Coś mi się wydaje , że taniej niż za 150 reali nie da się ogarnąć spania dla 3 osób w Brazylii. No pewnie się da ale 10 osób w  dormie to już teraz nie dla nas, a właściwe nie tylko już teraz – nigdy dla nas nie było. Tak, więc kiedy najtańsze łóżka odpadają  a prywatne pokoje w hostelach kosztują tyle samo co pokój w hotelu, to trzeba poszukać prywatnych kwaterek. No, oczywiście moglibyśmy wsiąść pokój w hotelu, stać nas by było w tej sytuacji ale tam nie można korzystać z kuchni ! A to ma podwoje znaczenie  – po pierwsze jak podróżuje się z pasjonatami gotowania i po drugie jak się chce zaoszczędzić na jedzeniu. W związku z tym we Floripie wylądowaliśmy najpierw w hostelu a potem w  pousadzie  czyli na naszych prywatnych kwaterach. Śmieszna rzecz się tam okazała, zarezerwowałam miejsce w hostelu dla skate-ów, który miał dwie rampy i regularną szkółkę dla dzieci i wiecie kiedy powstał  – w roku 1997 czyli dokładnie wtedy kiedy nasz Smiths ! Na dodatek spotkaliśmy tam Brazylijczyka,  który od 2 lat pracuje w Warszawie. Śmiesznie co ? Niestety po 4 nocach się poddaliśmy, bo hałas z rampy zaczął drażnić nawet Krzyśka,  więc przenieśliśmy się ulice dalej i mieliśmy cała pousade wraz z kuchnią do swojej dyspozycji ? , więc…

Jedzonko

Oj na Floripie podjedliśmy, naprawdę ! Oczywiście nie muszę Wam pisać, że miałam all inclusiwe. Chłopaki ogarniali zaopatrzenie,  Martin gotował, Krzysiek polował na winko a ja spożywałam i oddawałam się hamakowemu lenistwu. Jednym słowem: steki i Malbecki ! A na deser: rano papaja a na wieczór açai. Wyglądało to tak: rano Krzysiek kroi papaje i mówi – „Martin a na co jest dobra papaja? ” „Na  serce,  żyły,  wzrok i żołądek.” Wieczorkiem idziemy do spotu acai i Krzysiek, znowu zaczyna – „Martin a na co jest dobre açai? ” „Na serce, raka i wieczną młodość „- ” Qrde, synek ale będziemy zdrowi jak przyjedziemy do Polski, co?” „Uhm”- tyle Martin na to. No trudno trzeba czasem się poświęcić  dla zdrowotności, jak by to powiedział Pawlak ?

Zwiedzanie

To nie jest miejsce do zwiedzania, Floripa to miejsce do surfowania, sandboardingu, skakania ze spadochronem z awionetki, jeżdżenia na rowerze czy deskorolce, biegania wokół jeziora, skakania przez fale Atlantyku, spacerowania po długich pustych plażach i opalania się w 35 st upale . O tak grzało niemiłosiernie i nawet oceaniczny, wiatr nie zawsze pomagał. Martin na te okoliczność sprawił sobie ogromne sombrero, które po kilku poprawkach jest praktyczne do tego stopnia, że ja jestem w stanie cała się pod nim schować, traktując go jak parasol. Wracając jednak do zwiedzania to z powodu kompletnej niechęci moich towarzyszy do ruszania się poza trójkąt między spaniem, plażą a sklepem i jedynie na skutek mojego długofalowego jęczenia byliśmy tylko w dwóch miejscach: Lago i Lago da Barra. Jest tam kilka barów, kilka hosteli, szkół surfingu i mikro rezerwat ochrony żółwi. Oczywiście pewnie wieczorem są jakieś fajne imprezki ale byliśmy tam zawsze w środku dnia, bo jak to ujmował Krzysiek: „ Jedźmy tam Martin i miejmy już to za sobą” ?  Po kilku dniach na naszej dzielnicy trochę się zadomowiliśmy : Krzysiek poszedł do fryzjera i codziennie omawiał z Martinem zrobienie sobie tatuażu. Ja mogłam iść na botox za jedyne 70 reali ale jakoś nie skorzystałam ? A szkoda, bo tu, to żaden big deal, podobno Brazylijczycy trzymają botox w lodówkach na wypadek gdyby był nagle potrzebny.

Plażing

Jak się łatwo domyślacie, oczywiście „korzystaliśmy” ze wszystkich możliwych atrakcji Floripy, byle by tylko nie trzeba było się za  bardzo męczyć. Co oznaczało: opalanie  – tak,  surfing – nie, falowanie – tak , jogging – nie, itd. Dobra, dobra trochę przesadzam,  byliśmy na spacerach,  ja nawet dwa razy przebiegłam przez piekło a chłopakom udało się zmienić skórę i wykąpać się na te okoliczność w aloesie. Taka codzienność jak w naszych Chałupach : śniadanie, plażing (ale tylko 3 godz,  bo więcej się nie da),  obiad, sjesta,  bar z acai , piwko lub Capirinia i od nowa. Miejsce, w którym się zatrzymaliśmy to Rio Tavares a piękna długa plaża to … Cisza, spokój,  mało ludzi, dwie knajpy, dwa sklepy, przychodnia zdrowia, szkoła i kościoły. Miasteczko nie dla wszystkich ale plaża dla każdego.   pozdrówkaAnka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *